Mam to do siebie, że jak coś mi nie wyjdzie przenoszę się gdzie indziej. Tym razem jednak przenoszę adres nie z powodu tego, że coś zepsułam, ale z czystego lenistwa i wygody.
Znajdziecie mnie tutaj >>klik<< pod nowym nickiem.
Przepraszam za te zmiany jak i za dawno nie publikowane rozdziały.
4.05.2013
12.01.2013
Hah to chyba jakiś żart!
Tak naprawdę to co Amelie zrobiła nie ruszyło mnie ani odrobinę. Nie czuję nawet lekkiej irytacji. No dobra, czuję, ale to jeszcze nie powód by zaprzątać sobie tym głowę. Amelie postąpiła jak dzieciak wysługując się wysoko postawionym wujkiem w naszym odwiecznym konflikcie. Jeśli myśli, że się poddam to jest w błędzie. Jeżeli to ma być ostatnia rzecz jaką zrobię w tej szkole, to zrobię to. Tak Amelie, szykuj się na zemstę, która będzie słodka. Dla mnie.
-Jak tam?-spytał Aleks wchodząc bez pytania do mojego pokoju, który dzieliłam z jakąś dziewczyną młodszą ode mnie. Nie przepadałam za nią, ale to nie jest zbyt ważne.
-Okażże chociaż trochę zażenowania tą sytuacją-powiedziałam zakładając na siebie pierwszą lepszą bluzkę z brzegu. Tak, Aleks wszedł w momencie gdy stałam w samej bieliźnie na środku pokoju.
-Po co, znamy się od lat, wiem o tobie wszystko. Nawet o tej myszce na lewym pośladku-zachichotał a ja wzięłam poduszkę z łóżka i rzuciłam nią w tego przeklętego zboczeńca.
-Eh..-westchnęłam i rzuciłam się twarzą w poduszki, których miałam mnóstwo na łóżku. Może nie były praktyczne jeżeli chodzi o spanie w nocy bo wszędzie uciekały, ale były bardzo wygodne. Delikatnie odbiłam się od łóżka kiedy mój przyjaciel zrobił to samo.
-To co teraz zamierzasz?-zapytał po dosyć długiej chwili ciszy; w między czasie prawie usnęłam.
-Hm?-nie do końca wiedziałam o co zapytał. Aleks powtórzył pytanie.-Za miesiąc są święta i koniec semestru.. hmm.. prawdopodobnie od nowego będę uczęszczać do Hogwartu.. więc mamy nie wiele czasu by..
-.. zemścić się na Amelie?-dokończył to co chciałam powiedzieć z szatańskim uśmiechem na twarzy.
-Podsłuchiwałeś?-zaśmiałam się i spojrzałam na niego z lekkim niedowierzaniem.
-To nie moja wina! To wy tak głośno rozmawiałyście.. .
-Aleks..-westchnęłam z politowaniem.
Grudzień minął bardzo szybko a plotki o wyrzuceniu mnie ze szkoły rozprzestrzeniły się jeszcze szybciej. Niby każdy się tego spodziewał prędzej czy później, ale nadal to był dla nich mały szok. Przez cały ten szum wokół mojej osoby, nie mogłam zbytnio się skupić na mojej ..hmm.. zemście. Dopiero kilka dni przed moim odejściem, plotki ustały a uczniowie przestali tak przejmować się tym wszystkim. Szkoda, że tak późno.
Jak każdego ranka udałam się na śniadanie. Tosty z czekoladą, dwa naleśniki, pomarańcza i sok jabłkowy sprawiają, że nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba. Kiedy już wszystko zjadłam, czekałam na Aleksa, który miał przynieść sok jabłkowy dla mnie (chłopak nie umie grać w pokera, dzięki czemu został moim lokajem do końca semestru) i jakieś okruszki dla Księcia. Książę to mój szczur, który czasem jest tak wredny jak kot mojej kuzynki, Krzywołap.
-Czemu tak długo, Sebastianie?-no co? skoro to mój lokaj, musiałam mu nadać jakieś sensowne imię, bo Aleks jest.. zbyt pospolite jak dla kogoś takiego. No i lubię mugolską mangę (coś jakby japoński komiks czytany od tyłu) o nazwie Kuroshitsuji.
Aleks vel Sebastian podszedł do mnie z wyczarowaną tacą na której stał mój soczek i skłonił się zupełnie jak ten demon.
-Wybacz, pani. Kolejka była zbyt długa..-widziałam jak z trudem zachowywał powagę. Ta zabawa podobała mu się coraz bardziej.
-Jasne, jasne.. Daj mi sok i idź nakarm mego zwierzaka, sługo.
-Yes, my lady.-ukłonił się po raz drugi a obserwujący nas uczniowie i paru profesorów wybuchło śmiechem.
Po tym humorystycznie rozpoczętym poranku nastała pora na lekcje.
Na pierwszej lekcji jaką były zaklęcia, mój przyjaciel wpadł na pomysł podpalenia włosów Amelie. Pomysł ten nie doszedł do skutku, gdyż nauczyciel usłyszał co chciał zrobić i Aleks zarobił szlaban na tydzień.
Transmutacja w skutkach była podobna do Zaklęć. Tylko tym kto chciał wyciąć numer Amelie byłam ja. Kara? Dwa tygodnie pracy w bibliotece za próbę zmienienia koloru włosów Amelie z blondu na niebieski i wysmarowanie jej twarzy ciężko schodzącym atramentem. Warto było.
Na kolejnej lekcji Zaklęć, nauczyciel bacznie przyglądał się Aleksowi, dzięki czemu nie przerobiliśmy tematu.
Na Zielarstwie, profesor Lacroix po raz kolejny zaserwowała nam czysto teoretyczną prezentację rośliny zwaną "mandragorą". Nudaa..
Nauka własna przerodziła się w trzy godzinną drzemkę. ,, ZzZzZzZ" jak to mówi Aleks.
Co więcej powiedzieć? Obiad!
Na eliksirach było jeszcze nudniej niż u profesor Lacroix. Profesor Maź, jak go pieszczotliwie nazywaliśmy (szczerze to nikt nie pamięta jak on ma na nazwisko), usypiał lepiej niż eliksiry nasenne.
Chodź to dopiero połowa dnia, udałam się do swego pokoju i rzuciłam na łóżko wzbudzając podejrzenia w mojej współlokatorce, Emilie. Byłam zmęczona, więc zbytnio nie zwracałam uwagi na to co mówiła.
-...sowa... list..czeka..-zamilkła na chwilę.-Hermiona, słuchasz mnie?
-Niezbyt-spojrzałam na tą małą blondynkę i znów schowałam się wśród poduszek.
- Mówię, że przyleciała jakaś sowa, ma do ciebie list, który wygląda na ważny. Ta sowa ciągle tu jest i czeka na odpowiedź!-powtórzyła głośniej.
-Eh.. dobra, dzięki.
Wstałam niechętnie i spojrzałam na tego białego ptaka. Miałam ochotę zrobić z niego pieczeń za to, że przez niego musiałam wstać z łóżka. To białe coś spojrzało na mnie złośliwie i dziobnęło mnie w palec kiedy chciałam zabrać list. Już miałam wyciągnąć różdżkę, gdy do pokoju wpadł niczym huragan nie kto inny jak Aleks. Ptak się przestraszył i uciekł gubiąc po drodze parę piór. Ha! Dobrze mu tak.
-Bracie, no nie uwierzysz co się stało!-krzyczał. O ho, będzie ciekawie.
_______________________
Wydaje mi się, że przekombinowałam z tym rozdziałem..
I jak zwykle nic nie wyszło z moim postanowieniem. Buuu
Postaram się nadgonić zaległe rozdziały, ale nie obiecuję D: W związku z zakończeniem semestru moi nauczyciele postanowili "zebrać" parę ocen i tak miałam ostatnio sprawdzian po sprawdzianie. Nawet w weekend nie mogłam odetchnąć~! T^T Postaram się poprawić. Gomenasai~!
To tak na *wstaw cokolwiek co ci odpowiada* jeżuś albinosek! >>klik<<
-Jak tam?-spytał Aleks wchodząc bez pytania do mojego pokoju, który dzieliłam z jakąś dziewczyną młodszą ode mnie. Nie przepadałam za nią, ale to nie jest zbyt ważne.
-Okażże chociaż trochę zażenowania tą sytuacją-powiedziałam zakładając na siebie pierwszą lepszą bluzkę z brzegu. Tak, Aleks wszedł w momencie gdy stałam w samej bieliźnie na środku pokoju.
-Po co, znamy się od lat, wiem o tobie wszystko. Nawet o tej myszce na lewym pośladku-zachichotał a ja wzięłam poduszkę z łóżka i rzuciłam nią w tego przeklętego zboczeńca.
-Eh..-westchnęłam i rzuciłam się twarzą w poduszki, których miałam mnóstwo na łóżku. Może nie były praktyczne jeżeli chodzi o spanie w nocy bo wszędzie uciekały, ale były bardzo wygodne. Delikatnie odbiłam się od łóżka kiedy mój przyjaciel zrobił to samo.
-To co teraz zamierzasz?-zapytał po dosyć długiej chwili ciszy; w między czasie prawie usnęłam.
-Hm?-nie do końca wiedziałam o co zapytał. Aleks powtórzył pytanie.-Za miesiąc są święta i koniec semestru.. hmm.. prawdopodobnie od nowego będę uczęszczać do Hogwartu.. więc mamy nie wiele czasu by..
-.. zemścić się na Amelie?-dokończył to co chciałam powiedzieć z szatańskim uśmiechem na twarzy.
-Podsłuchiwałeś?-zaśmiałam się i spojrzałam na niego z lekkim niedowierzaniem.
-To nie moja wina! To wy tak głośno rozmawiałyście.. .
-Aleks..-westchnęłam z politowaniem.
Grudzień minął bardzo szybko a plotki o wyrzuceniu mnie ze szkoły rozprzestrzeniły się jeszcze szybciej. Niby każdy się tego spodziewał prędzej czy później, ale nadal to był dla nich mały szok. Przez cały ten szum wokół mojej osoby, nie mogłam zbytnio się skupić na mojej ..hmm.. zemście. Dopiero kilka dni przed moim odejściem, plotki ustały a uczniowie przestali tak przejmować się tym wszystkim. Szkoda, że tak późno.
Jak każdego ranka udałam się na śniadanie. Tosty z czekoladą, dwa naleśniki, pomarańcza i sok jabłkowy sprawiają, że nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba. Kiedy już wszystko zjadłam, czekałam na Aleksa, który miał przynieść sok jabłkowy dla mnie (chłopak nie umie grać w pokera, dzięki czemu został moim lokajem do końca semestru) i jakieś okruszki dla Księcia. Książę to mój szczur, który czasem jest tak wredny jak kot mojej kuzynki, Krzywołap.
-Czemu tak długo, Sebastianie?-no co? skoro to mój lokaj, musiałam mu nadać jakieś sensowne imię, bo Aleks jest.. zbyt pospolite jak dla kogoś takiego. No i lubię mugolską mangę (coś jakby japoński komiks czytany od tyłu) o nazwie Kuroshitsuji.
Aleks vel Sebastian podszedł do mnie z wyczarowaną tacą na której stał mój soczek i skłonił się zupełnie jak ten demon.
-Wybacz, pani. Kolejka była zbyt długa..-widziałam jak z trudem zachowywał powagę. Ta zabawa podobała mu się coraz bardziej.
-Jasne, jasne.. Daj mi sok i idź nakarm mego zwierzaka, sługo.
-Yes, my lady.-ukłonił się po raz drugi a obserwujący nas uczniowie i paru profesorów wybuchło śmiechem.
Po tym humorystycznie rozpoczętym poranku nastała pora na lekcje.
Na pierwszej lekcji jaką były zaklęcia, mój przyjaciel wpadł na pomysł podpalenia włosów Amelie. Pomysł ten nie doszedł do skutku, gdyż nauczyciel usłyszał co chciał zrobić i Aleks zarobił szlaban na tydzień.
Transmutacja w skutkach była podobna do Zaklęć. Tylko tym kto chciał wyciąć numer Amelie byłam ja. Kara? Dwa tygodnie pracy w bibliotece za próbę zmienienia koloru włosów Amelie z blondu na niebieski i wysmarowanie jej twarzy ciężko schodzącym atramentem. Warto było.
Na kolejnej lekcji Zaklęć, nauczyciel bacznie przyglądał się Aleksowi, dzięki czemu nie przerobiliśmy tematu.
Na Zielarstwie, profesor Lacroix po raz kolejny zaserwowała nam czysto teoretyczną prezentację rośliny zwaną "mandragorą". Nudaa..
Nauka własna przerodziła się w trzy godzinną drzemkę. ,, ZzZzZzZ" jak to mówi Aleks.
Co więcej powiedzieć? Obiad!
Na eliksirach było jeszcze nudniej niż u profesor Lacroix. Profesor Maź, jak go pieszczotliwie nazywaliśmy (szczerze to nikt nie pamięta jak on ma na nazwisko), usypiał lepiej niż eliksiry nasenne.
Chodź to dopiero połowa dnia, udałam się do swego pokoju i rzuciłam na łóżko wzbudzając podejrzenia w mojej współlokatorce, Emilie. Byłam zmęczona, więc zbytnio nie zwracałam uwagi na to co mówiła.
-...sowa... list..czeka..-zamilkła na chwilę.-Hermiona, słuchasz mnie?
-Niezbyt-spojrzałam na tą małą blondynkę i znów schowałam się wśród poduszek.
- Mówię, że przyleciała jakaś sowa, ma do ciebie list, który wygląda na ważny. Ta sowa ciągle tu jest i czeka na odpowiedź!-powtórzyła głośniej.
-Eh.. dobra, dzięki.
Wstałam niechętnie i spojrzałam na tego białego ptaka. Miałam ochotę zrobić z niego pieczeń za to, że przez niego musiałam wstać z łóżka. To białe coś spojrzało na mnie złośliwie i dziobnęło mnie w palec kiedy chciałam zabrać list. Już miałam wyciągnąć różdżkę, gdy do pokoju wpadł niczym huragan nie kto inny jak Aleks. Ptak się przestraszył i uciekł gubiąc po drodze parę piór. Ha! Dobrze mu tak.
-Bracie, no nie uwierzysz co się stało!-krzyczał. O ho, będzie ciekawie.
_______________________
Wydaje mi się, że przekombinowałam z tym rozdziałem..
I jak zwykle nic nie wyszło z moim postanowieniem. Buuu
Postaram się nadgonić zaległe rozdziały, ale nie obiecuję D: W związku z zakończeniem semestru moi nauczyciele postanowili "zebrać" parę ocen i tak miałam ostatnio sprawdzian po sprawdzianie. Nawet w weekend nie mogłam odetchnąć~! T^T Postaram się poprawić. Gomenasai~!
To tak na *wstaw cokolwiek co ci odpowiada* jeżuś albinosek! >>klik<<
22.12.2012
Hah, to chyba jakiś żart!
Drogi Profesorze Dumbledore!
Z pańskich informacji wynika, iż panna Hermiona Granger jest na liście uczniów Akademii Magii i Czarodziejstwa Hogwartu, dzięki swym rodzicom. Jest to pozytywna informacja, gdyż uchwaleniem Rady Nadzorczej Akademii Magii Beauxbatons, jestem zmuszona usunąć ją z listy swoich studentów. Po konsultacji z prawnym opiekunem panny Granger, jej ojcem, Dorianem Granger, który zgodził się przenieść swoją córkę do innej Akademii nim przymusowo zostanie usunięta, proszę o przyjęcie jej w poczet swych uczniów.
Panna Granger jest wzorową uczennicą, jeżeli chodzi o naukę. Jej stopnie nigdy nie są niższe niż ocena "Wybitny". Uczennica ta posiada niezwykłe umiejętności magiczne a także godny podziwu zapał do nauki. Często jej wiedza dorównuje lub przekracza tę, którą posiadają nasi profesorowie.. Niestety, jej oceny nie przekładają się na jej zachowanie. Panna Granger ma tendencje do nagminnego opuszczania zajęć.Oprócz tego panna Granger ma poczucie humoru, które dziwnie okazuje poprzez łamanie niektórych zasad szkolnego regulaminu. Zupełnie jak Pańscy rudzi uczniowie.
Powodem, dla którego jest zmuszona opuścić Akademię Magii Beauxbatons, jest skarga złożona przez Amelie Marmouget jakoby panna Granger znęcała się nad nią od pewnego czasu, zarówno psychicznie jak i fizycznie. Jest to przykra informacja. Amelie Marmouget posiada wysoko postawionego wujka, Cyrille'a Marmouget, który obejmuje stanowisko Przewodniczącego Rady Nadzorczej. Znam pannę Granger wystarczająco długo, by wiedzieć, że oszczerstwa wystosowane w jej kierunku za jego sprawą są kłamstwem, więc proszę się nimi nie kierować w podjęciu decyzji w sprawie przyjęcia Hermiony Granger do Akademii Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
Wraz z listem wysyłam także informacje spisane przez profesorów Beauxbatons o uczennicy, wykaz jej ocen oraz list z ustaleniami Rady Nadzorczej.
Proszę o jak najszybszą odpowiedź.
Z poważaniem,
Madame Maxime.
Profesor Albus Dumbledor przeczesał palcami swą długą, siwą brodę i uśmiechnął się czytając list od swej przyjaciółki, Madame Maxime. Jej niecodzienna prośba wprawiła go w dobry nastrój i nie konsultując się z gronem pedagogicznym Hogwartu, napisał pozytywną odpowiedź tym samym zatwierdzając przyjęcie niesfornej uczennicy.
-Naprawdę uważasz, że to dobry pomysł?-spytał Armando Dippet wyglądając z obrazu. Był to pomarszczony, wątły staruszek, prawie całkowicie łysy, z paroma kępkami siwych włosów.*
-A czemu by nie. Ufam Madame Maxime, skoro ona twierdzi, że tak jest to ja w to wierzę-Albus uśmiechnął się do portretu byłego dyrektora Hogwartu i wrócił do swych rozmyślań.
________________________________________________________________
Cytat z książki o Harrym Potterze (tak, zapomniałam tytułu).
Rozdziały będą krótkie ale częste (co najmniej trzy w tygodniu ). Takie jest przynajmniej moje postanowienie :3
-Naprawdę uważasz, że to dobry pomysł?-spytał Armando Dippet wyglądając z obrazu. Był to pomarszczony, wątły staruszek, prawie całkowicie łysy, z paroma kępkami siwych włosów.*
-A czemu by nie. Ufam Madame Maxime, skoro ona twierdzi, że tak jest to ja w to wierzę-Albus uśmiechnął się do portretu byłego dyrektora Hogwartu i wrócił do swych rozmyślań.
________________________________________________________________
Cytat z książki o Harrym Potterze (tak, zapomniałam tytułu).
Rozdziały będą krótkie ale częste (co najmniej trzy w tygodniu ). Takie jest przynajmniej moje postanowienie :3
Wesołych Świąt~
9.12.2012
Hah, to chyba jakiś żart!
Dwadzieścia lat temu do Hogwartu uczęszczało dwoje nieznanych sobie uczniów. Ich spotkanie było całkowicie przypadkowe-gdyby nie żart przyjaciela jednego z nich być może nigdy by się nie poznali. I tak zaczęły się coraz częstsze spotkania, krótkie wymiany zdań o pogodzie przerodziły się w długie rozmowy o życiu a po pewnym czasie ta para uczniów zaczęła się spotykać. Szybko wzięli ślub a owocem ich związku jestem ja, mała, niepozorna brunetka z ciętym językiem i wysokim intelektem, zwana potocznie..
-..HERMIONA!!-piękne imię nie prawda? Mnie się zbytnio nie podoba.
Tym który krzyczał był Aleks, mój narwany przyjaciel u którego prawdopodobnie stwierdzono by ADHD.
-Hermiona, gdzie do cholery się ukrywasz?!-krzyczał nadal.
Jak zwykle o tej porze siedziałam w bibliotece między półkami działu, którego nikt nie odwiedzał. Tak,"Mugolska Literatura Fantastyczna" nie jest zbyt ciekawa dla czarodziei, gdyż to co jest opisane w większości książek, oni przeżywają codziennie. Według mnie, wyobraźnia mugolów jest godna podziwu-niemalże wszystko się zgadza z rzeczywistością w jakiej przyszło mi żyć. Ten dział to idealne miejsce do spokojnego myślenia.
-Oh, tu jesteś!-z zza rogu wychyliła się niebiesko włosa głowa mojego przyjaciela. Swój niezwykły kolor włosów zawdzięczał temu iż jest metamorfomagiem, to znaczy że może zmienić kształt i wygląd dowolnej części swojego ciała a żeby to zrobić wystarczy, że o tym pomyśli.
-Dyrektor cię do siebie wzywa, chyba wiesz po co?-w jego głosie brzmiał udawany smutek. Skąd wiem że udawany? Ponieważ wystarczyło dobrze mu się przyjrzeć aby zobaczyć że każda cząstka jego ciała śmieje się ze mnie.
-Taa, niestety tak.-ostatnimi czasy (a właściwie odkąd uczęszczam do tej szkoły, czyli będzie już jakieś sześć może siedem lat) trochę narozrabiałam, więc kwestią czasu było to, co za moment miało nastąpić. Madame Maxime jest cierpliwą kobietą, ale nawet ona ma jakieś granice. Ciekawe tylko w jaki sposób udało mi się ją wkurzyć?
Westchnęłam a Aleks rzucił tekst w stylu "będzie okej, bracie". Pokiwałam tylko głową, nie wierząc w jego słowa. Byłam realistką, a patrząc przez pryzmat tego co wyprawiałam tutaj, to o czym myślałam było bardzo prawdopodobne.
Aleks był czarodziejem czystej krwi w przeciwieństwie do mnie-moja matka nie jest nawet półkrwi (jedynie z jej strony, dziadek był czarodziejem, pozostali to mugole) natomiast mój ojciec jest czystokrwisty - jestem półkrwi wiedźmą, jak pieszczotliwie mnie nazywa. Rzadko się spotyka takich ludzi jak on, Aleks jest miły, zabawny, pomocny i przyjacielski ale kiedy trzeba potrafi być chamski, bezczelny i arogancki. Idealnie utrzymuje równowagę między wykluczającymi się cechami charakteru. I za to go lubię, jest idealnym kompanem przygód ale jeszcze lepszym przyjacielem. Znamy się od dawna, znamy swoje słabości, swoje silne strony, wiemy o sobie dosłownie wszystko. Chciałabym zobaczyć minę tego, który twierdzi, że przyjaźń damsko-męska to mit.
Z trudem wspięłam się na najwyższe piętro (dzięki babciu za astmę!) i dysząc niczym lokomotywa zapukałam w ogromne drzwi z pozłacanymi ornamentami na nich wykutymi. Usłyszałam w miarę głośne "proszę" i weszłam do środka.
W gabinecie Madame Maxime wszystko było wielkie, dzięki czemu czułam się jeszcze mniejsza, lecz mimo rozmiarów wszystko co się tutaj znajdowało było przepełnione elegancją i wdziękiem. Pomieszczenie było kwadratowe, w każdym możliwym miejscu wisiały wstążki i inne typowo kobiece pierdółki. Usiadłam w ogromnym fotelu w wytłaczane, różowe kwiatki i niecierpliwie machałam nogami w powietrzu. Byłam lekko zirytowana faktem, że nie dosięgałam do podłogi. Aleks zachichotał z mojej naburmuszonej miny i usiadł w fotelu obok. On miał o tyle dobrze że spokojnie mógł sobie siedzieć i nie machać nogami w powietrzu.
-Dziękuję Aleks, możesz już iść.-powiedziała Madame Maxime wskazując drzwi.
-Nie, niech zostanie. I tak wie o co chodzi-uśmiechnęłam się delikatnie. Mimo wszystko, Madame Maxime uwielbiała mnie, traktowała mnie jak swoją wnuczkę, więc nie odmawiała mi prawie niczego.
-Eh, no dobrze. Hermiono, niestety rada złożona z profesorów, jak i darczyńców Beauxbatons, podjęła niekorzystne dla ciebie decyzje. Albo opuścisz szkołę w ciągu dwóch miesięcy, albo zostaniesz..
-Albo zostanę wyrzucona w trybie natychmiastowym. To chciała powiedzieć pani profesor?-kiwnęła głową z cichym westchnieniem. Hah, wiedziałam. -Rozumiem.. Poinformowała pani mojego ojca?
-Tak, niestety nie będzie mógł przyjechać. Zamiast niego odbierze cię pani Ursula.-uśmiechnęła się dobrotliwie jakby starając się pocieszyć mnie.
-A.. a czy powiedział coś więcej?-chciałabym wiedzieć, że choć trochę się o mnie martwi.
-Nie, przykro mi.
-Rozumiem.-to było w jego stylu, nie interesował się niczym poza swoją pracą, nawet własnym dzieckiem.-Aleks?
-Hm?
-Idź do mojego pokoju, zaraz przyjdę.
-Ale..
-Idź i nie marudź-musiałam być stanowcza, inaczej by mnie nie posłuchał.
-Dobrze-wstał niechętnie, wiedziałam że chciał posłuchać jeszcze o czym będziemy rozmawiać. Wyszedł z gabinetu trzaskając cicho drzwiami.
-Odpowie mi pani na jedno pytanie?-właściwie pytając o to zadałam już jedno, ale to szczegół-Jaki jest tego wszystkiego powód? Dlaczego mam odejść?
-Nie powinnam ci tego mówić, ale.. Amelie Marmouget oskarża ciebie o..
-..HERMIONA!!-piękne imię nie prawda? Mnie się zbytnio nie podoba.
Tym który krzyczał był Aleks, mój narwany przyjaciel u którego prawdopodobnie stwierdzono by ADHD.
-Hermiona, gdzie do cholery się ukrywasz?!-krzyczał nadal.
Jak zwykle o tej porze siedziałam w bibliotece między półkami działu, którego nikt nie odwiedzał. Tak,"Mugolska Literatura Fantastyczna" nie jest zbyt ciekawa dla czarodziei, gdyż to co jest opisane w większości książek, oni przeżywają codziennie. Według mnie, wyobraźnia mugolów jest godna podziwu-niemalże wszystko się zgadza z rzeczywistością w jakiej przyszło mi żyć. Ten dział to idealne miejsce do spokojnego myślenia.
-Oh, tu jesteś!-z zza rogu wychyliła się niebiesko włosa głowa mojego przyjaciela. Swój niezwykły kolor włosów zawdzięczał temu iż jest metamorfomagiem, to znaczy że może zmienić kształt i wygląd dowolnej części swojego ciała a żeby to zrobić wystarczy, że o tym pomyśli.
-Dyrektor cię do siebie wzywa, chyba wiesz po co?-w jego głosie brzmiał udawany smutek. Skąd wiem że udawany? Ponieważ wystarczyło dobrze mu się przyjrzeć aby zobaczyć że każda cząstka jego ciała śmieje się ze mnie.
-Taa, niestety tak.-ostatnimi czasy (a właściwie odkąd uczęszczam do tej szkoły, czyli będzie już jakieś sześć może siedem lat) trochę narozrabiałam, więc kwestią czasu było to, co za moment miało nastąpić. Madame Maxime jest cierpliwą kobietą, ale nawet ona ma jakieś granice. Ciekawe tylko w jaki sposób udało mi się ją wkurzyć?
Westchnęłam a Aleks rzucił tekst w stylu "będzie okej, bracie". Pokiwałam tylko głową, nie wierząc w jego słowa. Byłam realistką, a patrząc przez pryzmat tego co wyprawiałam tutaj, to o czym myślałam było bardzo prawdopodobne.
Aleks był czarodziejem czystej krwi w przeciwieństwie do mnie-moja matka nie jest nawet półkrwi (jedynie z jej strony, dziadek był czarodziejem, pozostali to mugole) natomiast mój ojciec jest czystokrwisty - jestem półkrwi wiedźmą, jak pieszczotliwie mnie nazywa. Rzadko się spotyka takich ludzi jak on, Aleks jest miły, zabawny, pomocny i przyjacielski ale kiedy trzeba potrafi być chamski, bezczelny i arogancki. Idealnie utrzymuje równowagę między wykluczającymi się cechami charakteru. I za to go lubię, jest idealnym kompanem przygód ale jeszcze lepszym przyjacielem. Znamy się od dawna, znamy swoje słabości, swoje silne strony, wiemy o sobie dosłownie wszystko. Chciałabym zobaczyć minę tego, który twierdzi, że przyjaźń damsko-męska to mit.
Z trudem wspięłam się na najwyższe piętro (dzięki babciu za astmę!) i dysząc niczym lokomotywa zapukałam w ogromne drzwi z pozłacanymi ornamentami na nich wykutymi. Usłyszałam w miarę głośne "proszę" i weszłam do środka.
W gabinecie Madame Maxime wszystko było wielkie, dzięki czemu czułam się jeszcze mniejsza, lecz mimo rozmiarów wszystko co się tutaj znajdowało było przepełnione elegancją i wdziękiem. Pomieszczenie było kwadratowe, w każdym możliwym miejscu wisiały wstążki i inne typowo kobiece pierdółki. Usiadłam w ogromnym fotelu w wytłaczane, różowe kwiatki i niecierpliwie machałam nogami w powietrzu. Byłam lekko zirytowana faktem, że nie dosięgałam do podłogi. Aleks zachichotał z mojej naburmuszonej miny i usiadł w fotelu obok. On miał o tyle dobrze że spokojnie mógł sobie siedzieć i nie machać nogami w powietrzu.
-Dziękuję Aleks, możesz już iść.-powiedziała Madame Maxime wskazując drzwi.
-Nie, niech zostanie. I tak wie o co chodzi-uśmiechnęłam się delikatnie. Mimo wszystko, Madame Maxime uwielbiała mnie, traktowała mnie jak swoją wnuczkę, więc nie odmawiała mi prawie niczego.
-Eh, no dobrze. Hermiono, niestety rada złożona z profesorów, jak i darczyńców Beauxbatons, podjęła niekorzystne dla ciebie decyzje. Albo opuścisz szkołę w ciągu dwóch miesięcy, albo zostaniesz..
-Albo zostanę wyrzucona w trybie natychmiastowym. To chciała powiedzieć pani profesor?-kiwnęła głową z cichym westchnieniem. Hah, wiedziałam. -Rozumiem.. Poinformowała pani mojego ojca?
-Tak, niestety nie będzie mógł przyjechać. Zamiast niego odbierze cię pani Ursula.-uśmiechnęła się dobrotliwie jakby starając się pocieszyć mnie.
-A.. a czy powiedział coś więcej?-chciałabym wiedzieć, że choć trochę się o mnie martwi.
-Nie, przykro mi.
-Rozumiem.-to było w jego stylu, nie interesował się niczym poza swoją pracą, nawet własnym dzieckiem.-Aleks?
-Hm?
-Idź do mojego pokoju, zaraz przyjdę.
-Ale..
-Idź i nie marudź-musiałam być stanowcza, inaczej by mnie nie posłuchał.
-Dobrze-wstał niechętnie, wiedziałam że chciał posłuchać jeszcze o czym będziemy rozmawiać. Wyszedł z gabinetu trzaskając cicho drzwiami.
-Odpowie mi pani na jedno pytanie?-właściwie pytając o to zadałam już jedno, ale to szczegół-Jaki jest tego wszystkiego powód? Dlaczego mam odejść?
-Nie powinnam ci tego mówić, ale.. Amelie Marmouget oskarża ciebie o..
8.12.2012
Hybrid Child wita poraz któryś!
Znów zaczynam i obym szybko nie skończyła :3
Przemyślałam parę spraw i za sprawą paru kliknięć zmieniłam przeznaczenie tego bloga.
A co! Wolno mi!
Witam w świecie dramione :D
Przemyślałam parę spraw i za sprawą paru kliknięć zmieniłam przeznaczenie tego bloga.
A co! Wolno mi!
Witam w świecie dramione :D
Subskrybuj:
Posty (Atom)